Breaking news
Bezwietrzny i pochmurny czerwiec spowodował spadek produkcji energii z OZE w całej Unii Europejskiej.

Wygląda na to, że przejściową, kilkuletnią zapaść w branży energetyki wiatrowej w Polsce mamy za sobą i zaczynają powstawać kolejne projekty lub budzą się te, które były uśpione. Niedawno pisaliśmy o zainteresowaniu biznesu budowaniem morskich farm wiatrowych. Farmy wiatrowe to dość specyficzne obiekty, które mają specyficzne potrzeby w zakresie komunikacji. Zaspokoić je może np. PrivateLTE, o której rozmawiam z Pawłem Niedzielskim, Dyrektorem ds. Sprzedaży w Nokia Solutions and Networks.

 

Pawel Niedzielski

Paweł Niedzielski, Dyrektor ds. Sprzedaży
w Nokia Solutions and Networks

Rozmawiała: Izabela Żylińska

 

Czy przebudzenie rynku farm wiatrowych to dobra wiadomość dla Nokii?

To przede wszystkim dobra wiadomość dla klimatu. Dla Nokii również, bo energetyka to ważna dla nas branża i wydaje się, że nasze propozycje świetnie odpowiadają na jej potrzeby. PrivateLTE jest znakomitym przykładem. To ten rodzaj łączności, o którym mówimy w Polsce od ponad dwóch lat, z dobrymi perspektywami wdrożeniowymi. Nokia ma na świecie już kilkaset takich instalacji. Duża część z nich jest w energetyce, a część tych wdrożeń energetycznych to właśnie farmy wiatrowe. Ostatnio wdrożyliśmy takie rozwiązanie dla projektu „North Sea”, w którym jest 14 farm wiatrowych na wodach Belgii i Danii. Największa z tych farm ma ponad 200 turbin.

Wydawać by się mogło, że morskie farmy wiatrowe to nie jest sektor, który będzie jakoś szczególnie rozwijał się w Polsce, ale jednak są takie projekty. Jesienią pisaliśmy o tym na naszych łamach. Czy wiążesz duże nadzieje z morskimi farmami wiatrowymi?

To ciekawe, że w Polsce jest zarejestrowanych 91 projektów morskich farm wiatrowych. To całkiem spora liczba, chociaż żaden z nich nie jest jeszcze w fazie realizacji. Dlatego spodziewam się, że pierwsze instalacje będą raczej na lądzie. Z drugiej strony, farmy morskie są statystycznie większe, więc można się spodziewać, że zapotrzebowanie na łączność PLTE będzie tam bardziej wyraźne.

Możemy sobie wyobrazić, jak różne jest budowanie farmy wiatrowej na lądzie i na morzu. Czy tak jest również przy budowaniu sieci PLTE?

To zupełnie odmienne środowiska pracy, ale różnice w budowie czy konfiguracji sieci nie są zbyt duże. PLTE to sieć radiowa. Buduje się ją podobnie. Stacje bazowe są połączone z rdzeniem sieci światłowodami, które są dostępne i na lądzie, i na morzu. To może wydawać się zaskakujące , że na środku morza mamy dostępny światłowód, ale to jest naturalne wyposażenie, które buduje się razem z turbiną. Także na morzu. Pamiętajmy, że odbiór wytworzonej energii odbywa się drogą kablową, kablami podmorskimi, tym kablom energetycznym zawsze towarzyszą kable światłowodowe. Natomiast, kiedy mówimy o sieci radiowej, to na morzu są lepsze warunki propagacji fal radiowych. Nie ma tam przeszkód, zasięg jest duży. Na lądzie, gdzie bywa, że farmy wiatrowe budowane są na terenach górskich trzeba brać pod uwagę ukształtowanie terenu i planowanie radiowe staje się pod tym względem bardziej złożone. Druga różnica, to trudniejsze warunki środowiskowe. Na morzu mogą być większe wahania temperatury zewnętrznej, silniejsze wiatry. Obecność słonej wody morskiej oraz duża wilgotność nie sprzyjają różnego rodzaju instalacjom technicznym. Ale urządzenia, których używamy są odporne na skrajne warunki atmosferyczne, więc nie jest to jakiś szczególnie duży problem.

Rzeczywiście, instalacje gdzieś, na pełnym morzu, w trudnych warunkach, to chyba najbardziej wymagający test dla urządzeń.

Niekoniecznie. Planujemy także instalacje w jeszcze trudniejszych warunkach.

Na przykład?

Na przykład na Księżycu.

???

Nokia podpisała kontrakt z NASA na budowę sieci LTE na Księżycu. Na potrzeby przewidywanej budowy bazy księżycowej i łączności między załogami, które będą tam pracować oraz urządzeniami, które będą instalowane.

Nokia 2

Faktycznie, trudno o bardziej egzotyczny przykład. Wróćmy jednak na Ziemię i do naszej polskiej energetyki wiatrowej. Czy ta sieć radiowa rzeczywiście jest niezbędna? Powiedziałeś, że do każdej turbiny, czy stoi na lądzie, czy na morzu, dociera światłowód. Czy transmisja danych nie może polegać na tej sieci światłowodowej?

Tak, do każdej turbiny dociera sieć światłowodowa. I wyposażenie sieciowe, które jest montowane przy każdym maszcie pozwala na transmisję przez te światłowody bardzo wielu danych – tych ze stałych punktów, na przykład wszelkiego rodzaju sterowania i czujników. Więc dla potrzeb bieżącej pracy i wytwarzania energii sieć światłowodowa wystarcza. Ale czynności utrzymaniowe, konserwacyjne, monitorowanie obiektów – wymagają już łączności bezprzewodowej. Jakakolwiek obecność człowieka przy turbinie powoduje, że trzeba mu zapewnić łączność bezprzewodową. I to jest jedno z zastosowań PLTE. Na morzu jest to bardziej widowiskowe niż na lądzie, zwłaszcza w czasie budowy elektrowni, gdyż ludzi mamy i na masztach turbin, i na statkach obsługi technicznej, i w helikopterach uczestniczących w budowie. Ale czy na morzu czy na ziemi, cel jest ten sam – sprawna komunikacja.

Ze względu na zasięg PLTE urządzenia radiowe, czyli stacje bazowe, montuje się tylko na niewielu masztach turbin i to wystarcza do pokrycia łącznością całych wielkich farm wiatrowych. Z tego dobrodziejstwa łączności bezprzewodowej korzystają oprócz pracowników przebywających czasowo na turbinach w celach przeglądów, konserwacji czy napraw, także załogi statków technicznych, które są naturalną flotą transportową firm obsługujących morskie elektrownie wiatrowe, albo samochody ekip technicznych, jeżeli mówimy o instalacji na lądzie.

Ciekawym zastosowaniem sieci PLTE w instalacjach na morzu jest używanie jej „po godzinach” do celów prywatno-rozrywkowych (dostępu do internetu i mediów). To może być zaskakujące, bo w energetyce bardzo pilnuje się izolacji sieci technologicznej od sieci korporacyjnej, nie mówiąc już o sieci powszechnego użytku, ale po pierwsze dotyczy to okresu budowy elektrowni, a nie jej eksploatacji, a po drugie ten „dostęp do świata” nie ma tylko charakteru rozrywkowego. Mówimy tu o sytuacji, kiedy załogi budujące turbiny spędzają na morzu, kilkaset kilometrów od wybrzeża, wiele tygodni. Zagadnienie osamotnienia, izolacji jest bardzo poważnie brane pod uwagę w wielu firmach jako destrukcyjnie wpływające na kondycję pracowników, więc zapewnia się im warunki, jak najbardziej zbliżone do normalnych. Zresztą dobrze współgra to z misją firm budujących ekologiczne i przyjazne dla środowiska źródła energii, takie firmy zazwyczaj dbają o zrównoważony rozwój, więc dbają także o swoich pracowników.

A czy w dziedzinie farm wiatrowych na morzu są jakieś nowe trendy? Czym ona się teraz charakteryzuje?

Zwróciłbym uwagę na dwa trendy, które można określić słowami: „dalej” i „duże”. Turbiny buduje się coraz dalej od wybrzeża i są one coraz większe. Zarówno w sensie pojedynczej turbiny, która ma wyższy maszt, większą rozpiętość łopat, większy generator i w konsekwencji – większą moc, jak i w sensie wielkości farm wiatrowych liczących setki i tysiące turbin. Szczególnie ten pierwszy trend jest dla nas ważny. Farmy wiatrowe powstają coraz dalej od wybrzeża. Niektóre kraje, jak na przykład Belgia mają już regulacje prawne mówiące o minimalnych odległościach od lądu jakie muszą być zachowane. I kiedy turbiny stoją kilkadziesiąt czy kilkaset kilometrów od wybrzeża, nie ma już żadnych szans na wykorzystanie tradycyjnych środków łączności (na przykład zasięgu publicznych sieci GSM, jak to miało miejsce kiedyś, przy budowie farm wiatrowych blisko lądu). Kiedy budujemy elektrownię dalej na morzu, to budujemy też własną sieć łączności. Duże odległości od wybrzeża oznaczają również, że trudniej jest dotrzeć do turbiny statkiem obsługi technicznej, więc łączność bezprzewodowa, automatyzacja, zdalne monitorowanie – nabierają jeszcze większego znaczenia.

Ciekawe jest to, że rozmawiamy w zasadzie o komunikacji LTE, ale przez większą część rozmowy mówimy o innych rzeczach – o działaniu elektrowni, ich budowaniu, obsłudze itd. Czy oprócz tego, że jesteś fachowcem od IT czujesz się też fachowcem od energetyki wiatrowej?

Nie, w żadnym wypadku nie aspirowałbym do określenia „fachowiec”, ale na pewno jestem pilnym obserwatorem tej branży. To zresztą lubię w mojej pracy, że budując systemy telekomunikacyjne dla różnych firm, poznaję je od wewnątrz. Tak zresztą rozumiem ogólniej – naszą rolę jako firmy dostarczającej rozwiązania do komunikacji – bez dobrej znajomości branż naszych klientów nie moglibyśmy mieć dobrej oferty, dlatego staramy się te branże dobrze poznawać i na bieżąco z nimi pracować.

To może wróćmy już na ląd, bo chciałabym jeszcze zapytać o ogólniejsze trendy związane ze zmianami w energetyce i ich wpływem na energetykę wiatrową i łączność dla niej budowaną. Wiemy, że smart grids to podstawa w energetyce odnawialnej. A inne trendy? IoT? Industry 4.0?

Oczywiście. Obydwa. IoT to można powiedzieć – podstawa dobrego funkcjonowania nowych obiektów przemysłowych. Wszystko ze wszystkim jest połączone, wszędzie są różnego rodzaju czujniki, to jest rzeczywistość, w której pracują nowo budowane obiekty techniczne, a więc elektrownie wiatrowe również. IoT wymaga sprawnej łączności. Wymaga także sumarycznie, dość dużych przepływności. Wprawdzie sygnały z pojedynczych czujników czy punktów pomiarowych nie są zbyt wymagające, to jednak jest ich tak wiele, że w sumie są to duże strumienie danych.

Przemysł 4.0 traktuję jako szerokie pojęcie związane z koncepcją zarządzania przedsięwzięciami przemysłowymi, sposobami budowania nowoczesnych zakładów przemysłowych i zarządzania nimi, automatyzacji, cyfryzacji i pokrewnych procesów. W energetyce wiatrowej nie ma zapewne tak dużych wymagań związanych z elastycznością, której oczekuje się od nowoczesnych linii produkcyjnych – tutaj śmigło ma się kręcić, turbina wytwarzać energię i nie ma potrzeby myślenia o innych sposobach eksploatacji. Co nie oznacza, że przy obsłudze tych, jakby się wydawało, prostych procesów nie można stosować metodyki Przemysłu 4.0. Można i trzeba to robić w zakresie zarządzania, eksploatacji, utrzymania, całego zakresu zarządzania majątkiem i tak dalej. Sympatyczne jest to, że farmy wiatrowe powstają od zera. To nie jest takie zagadnienie, jakie mamy w tradycyjnym przemyśle i w szczególności w tradycyjnej energetyce, gdzie urządzenia mają kilkudziesięcioletnie okresy eksploatacji, były budowane dawno temu i wprowadzanie zasad Przemysłu 4.0 staje się zagadnieniem trudniejszym. W farmach wiatrowych wszystko powstaje od zera można więc wszystko planować z uwzględnieniem obecnych i przewidywanych na przyszłość trendów i potrzeb.

Nokia 3Jak już jesteśmy przy potrzebach, to jakie mogą być te przyszłe potrzeby? Możesz podać jakiś przykład?

Drony. To nie nowość, ale jeszcze ciągle kojarzą się albo z zastosowaniami wojskowymi i bezzałogowymi statkami obserwacyjnymi i bojowymi, albo z zabawkami, których każdy może używać, latać sobie nad łąką i filmować z lotu ptaka. Natomiast pomiędzy tymi skrajnymi zastosowaniami jest wielka przestrzeń zagospodarowana przez profesjonalne wykorzystanie dronów. Monitorowanie obiektów przemysłowych jest jednym z takich zastosowań. Z tym, że taki obrazek pana w kasku, który trzyma nadajnik i steruje dronem i na ekranie ogląda to co bezzałogowiec filmuje, to jest tylko margines tych zastosowań. Większość zadań dronów to zadania wykonywane automatycznie. Drony mają swoje trasy, po których latają, a jeżeli jest potrzeba monitorowania jakiegoś konkretnego miejsca, to steruje się tym procesem centralnie, z dyspozytorni. I podobnie, centralnie przetwarzane są dane, które przesyłają drony, to znaczy obrazy w świetle widzialnym i podczerwieni, dane z czujników, które zamontowane są na dronie, wszelkie dane środowiskowe itd. Możemy więc wyobrazić sobie, z jaką masą danych mamy tu do czynienia. Bez sieci PLTE obsługa procesów nie byłaby tu możliwa do realizacji.

Drony stanowią regularne wyposażenie stosowane w obsłudze farm wiatrowych. Regularne monitorowanie wizualne obiektów, które znajdują się przecież daleko i wysoko, nie jest możliwe w tradycyjny sposób. Znowu, wracając do porównania z tradycyjną energetyką i tradycyjną elektrownią, to w tradycyjnej elektrowni mamy funkcję „obchodowego”, czyli pracownika, którego zadaniem jest, jak sama nazwa wskazuje, obchodzenie określoną trasą urządzeń, które dozoruje, aby mieć pieczę nad prawidłowym ich funkcjonowaniem. W zamkniętym obiekcie, na lądzie to da się zrobić. W elektrowni wiatrowej robi to dron.

Drugi przykład, to wykorzystanie rzeczywistości rozszerzonej (Augmented Reality) znanej może bardziej z branży gier komputerowych i filmów s-f. Ale to już się dzieje. Zacznę od przykładu naziemnego. Mamy takie instalacje, w których pracownicy chodzą po dozorowanych obiektach przemysłowych w specjalnych goglach AR. Można w nich włączyć tryb monitorowania parametrów i działa to w następujący sposób: patrzę na określone urządzenie, na przykład zawór, zbiornik, złącze, a obok tego rzeczywistego obiektu, który widzę wyświetlają mi się parametry: wielkość przepływu, ciśnienie, napięcie. Pamiętam jak oglądaliśmy to w pierwszym filmie o Robocopie, bardzo dawno temu. Teraz budujemy takie systemy. W jeszcze bardziej zaawansowanej wersji pracownik, otwierając na przykład szafkę rozdzielni z urządzeniami, które ma obsłużyć patrzy przez swoje gogle AR, a system (lub dyspozytor) podpowiada mu, jak ma przestawić konkretne dźwignie, pokrętła i manipulatory, żeby osiągnąć zakładany efekt. Czynności takiej osoby również są monitorowane w czasie rzeczywistym. Obraz, który widzi jest rejestrowany. Może być on na bieżąco analizowany i na tej podstawie mogą być podejmowane kolejne decyzje. Bez szybkiej i szerokopasmowej łączności radiowej nie dałoby się tego zorganizować.

Nokia 1

Mam jednak pewne wątpliwości. Budowa sieci komórkowej to bardzo poważne zagadnienie. Budowa prywatnej sieci LTE musi być i skomplikowana, i droga. Jeśli postawię się w sytuacji inwestora, który rozważa budowę farmy wiatrowej, to czy taka łączność, przy całym zrozumiałym zestawie zalet i korzyści będzie dla mnie osiągalna? Czy zmieści mi się w budżecie?

Rzeczywiście, budowa sieci radiowej kojarzy się powszechnie z dużym projektem organizacyjnym i dużymi kosztami. Ale to mit. Podam taki przykład: kiedy jeszcze przed pandemią organizowaliśmy naziemne konferencje dotyczące łączności LTE to pokazywaliśmy na miejscu, w czasie konferencji „łączność z plecaka”. Dosłownie. Mamy taki zestaw urządzeń LTE, który mieści się w plecaku lub specjalizowanej walizce. Stosujemy go w systemach zarządzania kryzysowego. W sytuacji klęski żywiołowej czy katastrofy ekipa z takim zestawem znajduje się na miejscu akcji i w kilka minut rozwija łączność tymczasową PLTE. Prawdę mówiąc, w przypadku farmy wiatrowej, nie jest potrzebny dużo bardziej skomplikowany system. Tylko nie musi być w plecaku. Myślę, że bardziej interesujące z punktu widzenia takiego inwestora powinno być to, do czego będzie mógł taką łączność LTE wykorzystać i jak to wpłynie na optymalizację kosztów nie tyle budowy, co przede wszystkim eksploatacji jego elektrowni wiatrowej. A tu przykładów jest bardzo dużo. Podsumowując tylko te zastosowania, o których rozmawialiśmy, można powiedzieć tak: łączność dyspozytorska głosowa i wideo, w wymaganym w branży trybie Push-to-Talk i Push-to-Video, transmisja danych z czujników także mobilnych, transmisja danych wideo z kamer na kaskach pracowników wykonujących zadania w terenie, analiza danych i wideo w czasie rzeczywistym i zwrotne dostarczanie do pracowników w terenie informacji i raportów, sterowanie dronami i transmisja zbieranych przez nie informacji. To najważniejsze przykłady, ale już z nich widzimy, jak wiele jest tych zastosowań i jakie są wymagające. Bez szerokopasmowej szybkiej sieci nie byłoby to możliwe.

Ale z kolei jak słyszę „szerokopasmowa i szybka sieć”, to włącza mi się hasło „5G”. Może nie warto inwestować w LTE tylko poczekać na 5G?

Warto inwestować w LTE i warto czekać na 5G. Jedno nie wyklucza drugiego, wręcz przeciwnie, dobrze się uzupełnia. Większość urządzeń PLTE, które dostarczamy dzisiaj jest 5G-ready. W przyszłości będzie wys tarczało zmienić ich oprogramowanie, a w niektórych przypadkach moduły radiowe i po takiej aktualizacji te same urządzenia będą pracować w sieci 5G. To jest naturalny kierunek rozwoju. Dzisiaj sieci PLTE zapewniają najlepszy dostępny zakres funkcji w rozsądnych cenach realizowanych na dobrze przetestowanym, sprawdzonym sprzęcie. Dlatego zresztą nie spotykam się raczej w energetyce z wątpliwościami, bo energetyka docenia pewne, niezawodne i bezpieczne rozwiązania, a takimi są sieci PLTE.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

 

Fot. Nokia

 

© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy ARTSMART Izabela Żylińska. Więcej w Regulaminie.

© Artykuł sponsorowany